Zawodowo jest kierowcą z zajezdni „Ostrobramska”. Oprócz tego tworzy jednak magiczne zdjęcia opuszczonych budynków – pałaców, cerkwi, kościołów. W Łęcznej otwarto właśnie kolejną wystawę fotografii Ryszarda Gołębiowskiego.

Niezwykłe widoki utrwalone przez Ryszarda Gołębiowskiego mogą przypominać fotografie opuszczonej Prypeci koło Czarnobyla czy upadającego miasta jakim jest Detroit. Na czarnobiałych głównie zdjęciach widać niezwykłe wnętrza zabytkowych, bogato zdobionych budynków. Kiedyś odbywały się tam wielkie bale, gdzie indziej z kolei religijne nabożeństwa. Teraz pozostały resztki dawnej chwały – zdobione balustrady, piękne polichromie, fantazyjne konstrukcje a jednocześnie popękane ściany walące się sufity czy wdzierająca się nieubłaganie przyroda. Ryszard Gołębiowski w całej Polsce wyszukuje i utrwala dla przyszłych pokoleń widoki niezwykłych a zapomnianych zabytków. Jak sam mówi nie zawsze jest to bezpieczne, trzeba mocno uważać – do tego stopnia, że często na plenery jeździ w kasku budowlanym.

- Zdjęcia oczywiście robię niemal od dziecka. Jeszcze w szkole średniej biegałem z moim pierwszym Zenitem – mówi Ryszard Gołębiowski. – Jednak punktem zwrotnym stała się śmierć mojej matki. W takich chwilach człowiek zaczyna patrzeć bardziej do tyłu, w przeszłość.

To wtedy narodziła się pasja poszukiwania pięknej lecz zaniedbanej architektury. To dawne dwory i pałace, które w czasach PRL odebrano najpierw prawowitym właścicielom lub pozostały po Niemcach, a po upadku PGR-ów opustoszały. To także cerkwie czy kościoły ewangelickie na terenach, które zostały opuszczone przez wyznawców religii prawosławnej czy protestanckiej. Razem z kolegą wspólnie znajdują miejsca, o których zapomnieli wszyscy inni. Trafiają w wiele miejsc na Dolnym Śląsku czy na pograniczu polsko-ukraińskim i całymi godzinami uwieczniają historię dla obecnych i przyszłych pokoleń.

Pasja Ryszarda Gołębiowskiego została doceniona przez specjalistów do spraw fotografii. Wystawa w ośrodku kultury w Łęcznej jest już dziesiątą, podczas której prezentowane są prace naszego kolegi. Wcześniej można je było zobaczyć między innymi w warszawskim Wolskim Centrum Kultury. Na swoim koncie ma także nagrodę przyznaną przez wirtualną społeczność The Universe of Colour Photography. Mimo takich sukcesów Gołębiowski nie chce poświęcić się fotografii zawodowo.

- Chcę, aby fotografowanie pozostało tylko moją pasją realizowaną po pracy. Jest ono dla mnie odskocznią od codziennych obowiązków i tym niech pozostanie – deklaruje. – W pracy za kierownicą autobusu czuję się dobrze. Od 12 lat ten zawód zapewnia mi spokój i stabilizację. Wcześniej prowadziłem TIR-y i autokary turystyczne, przejechałem nimi całą Europę wzdłuż i wszerz. W pewnym momencie powiedziałem sobie „dość” i osiadłem w MZA.

Wyjazdy zagraniczne pociągają go już tylko turystycznie i hobbystycznie. Najbliższy urlop zamierza spędzić na Krecie, gdzie połączy odpoczynek ze swoją pasją.

- Kreta to przecież zarówno starożytna kultura minojska, jak i cerkwie grekokatolickie, miejsca walk Greków z Turkami czy Niemcami. Fascynujące miejsce – mówi Ryszard Gołębiowski. – Zamierzam wypożyczyć samochód, jeździć i fotografować. Nie znoszę siedzieć na miejscu. Wystarczająco nasiedzę się w pracy – śmieje się.

Co sprawia mu największą radość? Między innymi to, kiedy widzi jak sfotografowane przez niego zrujnowane zabytki są przywracane do życia wysiłkiem pasjonatów czy instytucji państwowych albo kościelnych. - Jednocześnie cieszą moje oczy swoim odtworzonym pięknem, a dzięki moim zdjęciom jest zachowany ich widok z czasów, kiedy popadały w zapomnienie. Szkoda tylko, że tych odbudowanych miejsc jest nadal dużo mniej niż cennych zabytków, które popadają w ruinę.